| O mnie |
|
| ksiezniczkaSARA |
25 ,
*** |
| Słówko o mnie |
| Jestem młodą dziewczyną o niepochamowanym temperamencie. Jestem szczera do bólu. Wiecznie pezrzywam jakieś miłości. Ale za to moje życie nigdy nie jest monotone |
| Zobacz mój profil |
|
|
|
... pojawiam się... bo nie daje juz rady...
środa, 30 maj 2007, 09:58
|
| Bardzo długo mnie nie było, nie pisałam bo nie potrafiłam otrząsnąć się ze straty. Kiedy byłam w 7 msc ciąży ja i kapitan mielismy wypadek samochodowy. On zginoł na miejscu, a ja... ja urodziłam wcześniaka... śliczną dziewczynke, dałam jej na imię Ania. Jest śliczna. Jednak strata kapitana... jest dla mnie czymś nie do przebolenia nadal nie potrafie sie z tym pogodzic. Nadal wydaje mi sie ze on za chwile wejdzie do naszego domu i powie KOCHANIE JUZ JESTEM. Ale to nie realne wiem, ciesze sie ze mam ja moją małą córeczke. Jest ona do niego tak podobna ze kiedy patrze na nią płacze bo to jak bym widziała mojego męża. Bo oczywiście pobraliśmy sie. Jednak los tak chciał ze juz go ze mna nie ma. Dlaczego zycie tak bardzo jest dla mnie okrutne. Straciłam jedną osobe która kochałam zyskałam inna. Ale nic mi go nie zastąpi. Bo on był dla mnie całym swiatem. Był wszystkim co tak bardzo kochałam, ..... |
|
Komentarzy:
9
|
|
Ludzie są czasami bardzo... niepojęci...
poniedziałek, 13 listopad 2006, 09:32
|
| Cześć, u mnie wszystko oki, z Kapitanem urządziliśmy sie w naszym małym mieszkanku... jest dokładnie tak jak chciałam, praktycznie wszystko ja urządzałam. Sypialnia jest niezwykła jest tam tylko łużko małe szafki lampa a ściany to plarza... tak tak plarza... sama namalowałam sobie plarze na wszystkich ścianach, wyszło świetnie... ale dość o mnie ... dzisiaj chciałam opowiedzieć wam o pewnych ludzich, ta historia zmieniła mój pogląd na świat.
Więc tak... najpierw o niej... śliczna dziewczyna... miła, raczej skrytana... ma narzeczonego są razem od 5 lat, ona bardzo go kocha jest w stanie zrobić dla niego chyba wszystko on chyba dla niej terz... to taka z pozoru idealna para nic im wiecej do szcześcia nie potrzeba... moze poza jednym... jakiś czas starali sie o dziecko i nic z tego nie wychodziło... uznali ze widocznie to jeszcze nie ten czas... nie mówia o tym i nie chcą sprawdzać czy to wina któregos z nich. Jednak nadal są razem i bardzo sie kochają. Teraz opowiem wam o pewnym mężczyźnie... to facet w średnim wieku po rozwodzie ma syna... raczej cwaniak wolny duch robi co chce i kiedy chce... ma firmr kase co sprawia ze czuje sie strasznie pewny siebie... ma tez panstwową ciepłą posadkę... tak w razie czego... nigdy niczego mu nie brakowało... kobiety traktuje jak zabawki, są tylko erotycznymi przytulankami, potrzebuje ich tylko i wyłącznie do zaspokojenia swoich potrzeb. I o dziwo ta zupełnie różna od siebie para ludzi sie spotkała. Ona i On tak różni a jednak coś ich połączyło. On zaprosił ja na kawe pod preteksem pomocy. Wiecie niby jakas papierkowa robota. Prawił jej komplementy i był tak miły ze uległa... dała sie namówic na kolejne spotkanie... potem kolejne... i tak jakos wyszło ze wylądowali w łużku. Jej narzeczony nic o tym nie wie, i ona ma nadzieje ze sie nigdy nie dowie bo ona bardzo go kocha. Tylko dlaczego nadal spotyka sie z tym drógim facetem... jest jakby z nim czyms zwiazana nie potrafi mu odmówic... zawsze mówi sobie ze to juz ostatni raz a jednak zawsze wraca. Boi sie ze to sie wyda ale boi sie takrze ze to sie skonczy... są os siebie tak różni oboje wiedzą ze ten zwiazek nie ma żadnej przyszłości a jednak nadal w to brną... On traktuje ja jak pierwsza loeprzą ona patrzy na niego jak na ostatniego gnoja czasami poprostu go nienawidzi... a jednak spotykają sie nikt o tym nie wie tylko oni... CZY ŻYCIE ZAWSZE MUSI SIE TAK KOMPLIKOWAĆ I CO KIERUJE LUDŹMI W ICH POSTĘPOWANIU... JA TEGO NIE WIEM |
|
Komentarzy:
8
|
|
Mężczyźni kto ich zrozumie...
czwartek, 09 listopad 2006, 11:54
|
| Czasami sie zastanawiam jak my kobiety możemy mieszkać z facetami, przecież ich psychika jest nie pojeta. Nie wnikam już w psychike kobiet bo ten temat jest poruszany dość często na forum publicznym a mężczyźni dlaczego o nich sie nie mówi. Na przykład, cały czas dążą do tego żeby przespać sie z nowo zapoznaną dziewczyną a kiedy im sie to uda to tracą niom zainteresowanie. Mówią po co im dziewczyna która jest łatwa i karzdy moze sie z nią przespać. A być moze gdyby oni do tego nie dążyli ona nie zrobiła by tego. Faceci nie biorą pod uwagę wielu czynników. Takich jak: dziewczyna moze tak bardzo zauroczyła sie danym facetem ze straciła hamulce i zrobiła to wbrew swoich zasad on myśli że ona jest łatwa i karzdy ją miał a on jest poprostu zakochana a ten facet był moze jaj pierwszym albo drógim kochankiem. On ją żuca bo ona jest ladacznicą (w jego oczach) a on cierpi bo nie wie co zrobiła nie tak. Jednak to on sprowokował tą sytuacje. A mogło by sie okazać że oni jako para byli by dla siebie stworzeni gdyby nie jego skomplikowane rozumowanie. Jednak nigdy sie tego nie dowiedzą. A być moze za kilka lat on spotka dziewczyne która nie pujdzie z nim tak szybko do łużka bo bedzie sie bała. Czego moze sie bac taka dziewczyna, no na przykład ze złapie weneryka albo ze zajdzie w ciąże. Czyli on w jej oczach bedzie kims nie odpowiedzialnym bo moze jest chory bo spał z wieloma dziewczynami, albo zrobi jej dziecko co oznacza ze ona nie chce miec z nim dziecka, dlaczego bo moze on nie nadaje sie na ojca dla jej dziecka. W gruncie rzeczy ona wydaje mu sie idealna bo nie poszła z nijm do łużaka co tez moze dziwić bo on jej p-ragnie a jednak jest dla niego normalne ze ona go nie pragnie. Czy to nie jest spaczone rozumowanie. Wnioski są takie. Pierwsza dziewczyna, pragneła go, ufała mu bo nie bała sie ze zarazi sie czym kolwiek mozliwe ze widzioała go w roli ojca swoich dzieci. Mozna powiedziec darzyła go wielkim szacunkiem zaufaniem i miłościa. Dróga zas trzymała go na dystans, zero zaufania, rzadnej namietności. A on wybiera tę drógą dlaczego- i własnie tego nie wiem jak ktos na to wpadnie to PROSZE napiszcie mi |
|
Komentarzy:
6
|
|
Zmiana w życiu....
środa, 08 listopad 2006, 11:49
|
| Postanowiłam pisać mojego bloga dalej jednak nie bede pisała tylko i wyłącznie o moim życiu... chce dać tutaj coś od siebie ... rady które mogły by uchronić innych od popełniania takich samych błędów jak ja popełniłam ... chce podzielić sie swoimi doświadczeniami i refleksjami na przyszłość... mam nadzieje że was nie zanudze. Pozdrawiam wiernych czytelników i przyjaciół ... nawet nie wiecie ile dla mnie znaczycie. |
|
Komentarzy:
3
|
|
Bóg mnie kocha i zawsze wie co dla mnie jest dobre... wierze w to...
wtorek, 07 listopad 2006, 09:33
|
| Nie było mnie bardzo długo... domyślam sie że karzdy mysli o mnie inaczej że ta historia moze jest smutna ale moje życie takie sie stało na krótko. Bo teraz wszystko sie zmieniło, wszystko jest inaczej i wiem ze tak bedzie dobrze. Po moim wyjeździe z ośrodka Kapitan nie potrafił tego zrozumieć dlaczego ja to robie. Moi rodzice byli w rozsypce nie chcieli żebym popełniła kolejny błąd. Ja też nie chciałam ale wydawało mi sie ze jesli rozstanę sie z kapitanem to to bedzie dla niego szansa na leprze życie. I jesli on nie dowie sie o dziecku to jego zycie bedzie zupełnie normalne.Tak wiec wróciałam do domu z oczami pełnymi łez z bólem w sercu i z przekonaniem ze postą piłam najlepiej jak tylko mogłam. W domu wszyscy przyjeli mnie bardzo ciepło, rodzice juz wiedzieli ze będe miała dziecko. To było dla nich takie tródne. Wiedziałam ze wszystkich znowu zawiodłam ale dla ukochanej osoby chciałam jak najlepiej. Myśli o tej sytuacji przenikały mnie w karzdej chwili w karzdym momencie, chciałam umrzeć. Ale musoałam zyc dla mojego malenstwa. Kapitan całymi dniami dzwonił wysyłam smsy i mejle. Chciał dowiedziec sie prawdy, chciał szczerej rozmowy. Ja myslałam ze on sie wkoncu znudzi i zmeczy tą całąsytuacją i da sobie spokój. Widocznie on kocha mnie tak bardzo ze nie wyobraza sobie zycia bezemnie. Po dwóch tygodniach przemierzył pół Polski i przyjechał do mnie. Byłam zaskoczona bo wczesniej mi nic nie powiedział . To spotkanie było dlam mnie tak bardzo bolesne bo chciałam zapomniec chciałam go odepchnąć. Ale on tak wiele dla mnie znaczy tak bardzo chciałam go przytlic pocałowac powiedziec mu prawde. To było takie proste na wyciągnieciu reki. A ja to zchrzaniłam prosto w oczy powiedziałam mu ze go nie kocham i ze go nie potrzebuje. Kiedy wyszedł zapłakany, o mało mi serce nie pękło. Wtedy własnie mnie olśniło że ja tez nie bede potrafiła zyc bez niego, wybiegłam na taras i krzyczałam tak głosno jak tylko potrafie. Kapitan nie wiedział o co chodzi. Kiedy wrócilismy do domu wszystko mu wyjaśniłam, powiedziałam ze byłam głupia i ze nie chce zyc bez niego. Kiedy juz emocje opadły, on mnie przytulał ja w jego ramionach było poprostu tak jak miało być. Podniosłam oczy i powiedziałm "Będziemy mieli dziecko". Był taki szceśliwy i taki wsciekły zarazem na mnie ze chciałam go tego wszystkiego pozbawic. Ale zrozumiał moje intencje i teraz wszystko jet tak jak powinno być teraz jestesmy razem. Przeprowadzilismy sie do małego domku który kupili moi rodzice. Troche czasu zajeło nam remontowanie i jeszcze nie wszystko jest skonczone ale powoli powoli wszystko wyglada tak jak chcielismy. Jestesmy małą szczesliwą rodziną. Postanowiłam iść od nastepnego roku na studia zaocznie do poznania na Architekture wnetrz albo cos w tym stylu. Teraz wiem ze wszystko jest dla mnie mozliwe bo mam swoją rodzine i wiem ze wszystko sie uda. Bede miała dziecko, mam faceta który mnie kocha i niedługo zostanie moim mezem. Przepraszam was ze pozbawiłam was tych wszystkich informacji ale nie miałam weny zeby pisac. Teraz mam wiecej czasu bo kapitan tak o mnie dba ze nie pozwala mi nic robi zebym sie nie meczyła. Dlatego moze uda mi sie czesciej pisać. Pozdrawiam was wszystkich....cdn |
|
Komentarzy:
3
|
|
To już koniec... wy też musicie to zrozumieć...
czwartek, 05 październik 2006, 14:14
|
| Myślałam że jeszcze to przemyśle że jakoś to wszystko w sobgie posklejam niestety nie udało się. Widocznie naprawde tak musi być. Kapitan ostatnio traktuje mnie jak powietrze. Jestem mu obojętna, a jeśli powiem mu o dziecku to zostanie ze mną tylko z tego powodu. Ja nie chce takiego związku, moi rodzice zostali ze sobą z takiego powodu i wiecie co naprawde im współczuje. Teraz mogli by być zupełnie w innych miejscach ale dla mnie się poświęcili i ja to wiem. Może jak byłam młodsza to tego tak bardzo nie widziałam ale teraz wiem ze dla mnie poświęcili swoje szczęście. A mogli by poprostu tak naprawde się zakochać i być szczęśliwi zupełnie osobno. Moje dziecko może będzie miało ojca moze jeszcze nie teraz ale moze kiedyś. Jednak tym człowiekiem ie będzie kapitan. Kocham go ale to chyba nie jest taka prawdziwa miłość. Ja nie nalerze do jego świata. Będzie mu lepiej bezemnie. Znajdzie sobie inną dziewczyne i zakocha się do szaleństwa. Teraz jednak nie możemy być razem. Moi rodzice już wiedzą o tym co ja chce zrobić. Nie są z tego powodu zadowoleni ale próbują mnie zrozumieć. Kochają mnie i wiedzą że chce dobrze. Staram się jakoś to wszystko posklejać ale to wcale nie jest takie proste. Zostały mi dwa dni na uregulowanie życia w ośrodku. Kapitan już nic nie wspomina na ten temat że mamy mieszkać razem. Już sie nie cieszy że wychodze. Zmienił się, albo poprostu zawsze był taki tylko ja tego nie widziałam. Zakochałam się w złudzeniach. Teraz chyba dorastam i widze więcej. Wielu ludzi napewno mnie potępi że od tak dawna popełniam błędy i jeszcze niczego się nie nauczyłam. Tylko że to nie jest wcale takie proste ludziom się wydaje że mnie znają że wiedzą co ja czuje ale to nie prawda. Jestem inna zawsze byłam. Kocham moich rodziców ale zraniłam ich i bardzo zawiodłam kocham kapitana ale jeśli z nim będe zniszcze to czego pragnoł zanim mnie spotkał. Nie można myśleć tylko o jednej osobie trzeba być pewnym swoich wyborów. Kapitan poza tym że już ze mną nie sypia to już prawie ze mną nie rozmawia. W jakiś tam sposób jest ze mną związany ale sam nie wie co ma teraz zrobić. Ja mu ułatwie to wszystko, pozwole mu odejść. To będzie bardzo bolało mnie jak i jego ale to najleprze co teraz moge zrobić. |
|
Komentarzy:
11
|
|
Postanowienie... nie noworoczne ale zawsze jakieś...
poniedziałek, 02 październik 2006, 13:30
|
| Postanowiłam odpuścić... Kapitan napewno mnie zrozumie... nie chce go zranić ale to jest mniejsze zło. Postanawiam odejść od niego. Nie powiem mu nic o dziecku... Ja poprostu nalerze do innego świata. Może gadam głupoty ale ze mną on poprostu zmarnuje swoje marzenia to co tak bardzo chciał osiągnąć poświęci dla mnie. Zresztą to co nas ostatnio łączy to już chyba nie jest miłość. Kapitan jest dla mnie naj warzniejszy na świecie i zawsze tak będzie. Wiem że zranie go i moje dziecko ale to dla ich dobra i wiem że tak będzie lepiej. Już niedługo z tąd wychodze a potem wracam do domu i zaczynam życie od nowa. Nie krytykujcie mnie prosze... bo to naprawde jest konieczne. |
|
Komentarzy:
4
|
|
Wiem... zmarnuje mu życie...
piątek, 22 wrzesień 2006, 12:19
|
| Od pewnego czasu męczy mnie ta sprawa... Kapitan... co on będzie miał za życie ze mną. On ma prace szcześliwą rodzine. Znaczy się ta rodzina była szcześliwa puki ja się nie pojawiłam. Boje się że robie wielki błąd... pozbawiam szansy na leprze życie faceta którego kocham do szaleństwa. Wiem wiem mogłam o tym pomyśleć wcześniej a nie teraz kiedy jestem z nim związana i oczekuje jego dziecka. Juz niedługo wychodze z ośrodka bo 7 października. Mój wyrok został skrócony... pewna osoba się za mną wstawiła. Ale to nie jest warzne. Warzne jest to co ja teraz zrobie. Nie powiedziałam jeszcze kapitanowi o tym że jestem w ciąży. On jest teraz strasznie zapracowany bo dostał nową grupe podopiecznych niby nie liczną bo składającą się z 8 osób ale to niezłe ananasy są. Staram się go wspierać pomagać mu w miarę możliwości. Tylko że czuje to jak on cierpi, odseparował się odemnie. Chciałam z nim powarznie porozmawiać ale nie mam kiedy. Boje się jego reakcji. Wiem zniszczyłam jego sielankowe życie, jego stosunki z rodzicami, palny na przyszłość. Przecież on mógł by teraz być z zupełnie inną kobietą, może ona była by wykształcona i mądrzejsza odemnie. Ja jestem tylko malarką... może i jestem ładna... ale wygląd to nie wszystko... to przmija. Nie chce zmarnować życia kolejnej osobie. Swoje życie zmarnowałam dawno temu teraz pragnę tylko aby on był szczęśliwy. On już nie jest taki jak na początku. Już nie patrzy na mnie zamglonymi miłością oczyma. Już nie pragnie mnie tak jak na początku. Może to tylko zmęczenie, a moze poprostu pomyliłam się , może on poprostu pragnoł tylko mojego ciała. Tylko to nie możliwe, było nam tak dobrze mogliśmy godzinami rozmawiać o wszystkim mogłam mu powiedzieć o wszystkim nie zostawil mnie kiedy zostałam zgwałcona. Był blisko. Kocham go do szaleństwa, kiedy mnie przytula czuje się bezpieczna czuje że bardzo go potrzebuje. Chce być z nim jednak boje się że on sam nie wie jeszcze czy naprawde chce takiej kobiety i takiego związku. Dlatego nie chce mówić mu tak odrazu o dziecku, chce żeby się przekonał. Teraz siedzę w pokoju pełnym ludzi patrze na nich i widze siebie z przed kilku miesięcy. Obok mnie na łużku lerzy wtulony we mnie rudy piesek który cały dzień przypomina mi o moim ukochanym. Ludzie tutaj przestali mnie akceptować, dla nich jestem nikim, bo już nie jestem taka jak oni. Chociarz mnie nie znają, nic o mnie nie wiedzą, traktują mnie jak śmiecia. Kilka osób ze mną rozmawia i ztego co się dowiedziałam jestem dla nich tylko i wyłącznie dziwką która pieprzy się z przełożonymi. Nie interesuje mnie to co inni myślą zawsze tak było. Tylko boli mnie to że ludzie którzy mają takie same problemy jak ja którzy mieli takie samo zwariowane życie nie potrafią zrozumieć potrzeby miłości. |
|
Komentarzy:
6
|
|
Przepraszam za długą nieobecność...
czwartek, 21 wrzesień 2006, 12:22
|
| Wszystkich was bardzo przepraszam za moją nieobecność... ale od czasu kiedy trafiłam do ośrodka moje życie płata mi straszne figle. Powodem mojej nieobecności było wiele różnych czynników. Głónym było upajanie się miłością do mojego ukochanego Kapitana. Ale jak to związki sielanka nie trwa długo , przeszliśmy wielkie burze związkowe. Mam nadzieje ze kryzys szybko minie bo musze powiedzieć mojemu kapitanowi o czymś bardzo warznym. Ale najpierw opowiem wam co działo się u mnie bo widziałam wszystkie wasze koentarze. Nie obiecuje ze bede pisała bo za karzdym razem kiedy to mówie to potem bardzo długo mnie nie ma. Więc tak. Rodzice mojego ukochanego wogóle mnie nie akceptują. Oni mnie chyba nienawidzą, głównie za to kim byłam. Cały czas słysze ze nie jestem odpowiednia dla ich syna, że mam tatuaż na plecach, że mam przekłuty język i pępek. Że jestem taka i owaka. Boże mamy 2006 rok to nie jest średniowiecze. To co że tak wyglądam że farbuje włosy że dbam o siebie. Lubie to robić a jeśli ktoś uwarza że przez to że mam akryle, krótką spudniczke i czasami ide na solarium i ładnie pachnę to jestem lafiryndom tobardzo sie myli. Ale teraz wszystko bedzie musiało się zmienić. Nie chce stawać miedzy Kapitanem i jego rodzicami , ale jestem w ciązy, nosze pod sercem jego dziecko, a ich wnuka. On jeszcze nie wie bo ostatnio przechodziliśmy kryzys i nie chce wprowadzać go teraz w szok. Nie wiem jak to się stało przecież sie zabezpieczaliśmy. Widocznie tak miało być. Nadal ukrywamy się w ośrodku. Boje sie że to się naprawde wyda. Jest kilka osób które wiedzą o tym związku. Ale mam nadzieje ze narazie sie to nie wyda. Tak bardzo go kocham ale widze jak on się męczy. Widze jaki jest tym wszystkim zmęczony. Czasami normalnie nogi go nie chcą nosić. Mieszkamy osobno. niestety.
Przepraszam musze lecieć |
|
Komentarzy:
2
|
|
Wróciłam... mam nadzieje że na stałe...
środa, 30 sierpień 2006, 11:19
|
| Przepraszam wszystkich za moją długą nieobecność... wiem ze miałam napisać ale to wcale nie było takie łatwe. Może lepiej wszystko wam opowiem bo napewno jesteście ciekawi co się ze mną działo. Więc tak. Ja i kapitan pojechaliśmy do mojego miasta... bo była pierwsza rozprawa tego gnoja co mnie zgwałcił. Mam nadzieje że długo nie wyjdzie z więzienia. Spędziliśmy tam 3 dni. bo moja mama starała sie o to aby skrócono mi wyrok. Nie udało sie moze to i dobrze... Z kapitanem postanowiliśmy takrze powiedzieć moim rodzicą o naszym sekrecie... na początku byli troszke w szoku bo pamietali jak na początku odnosiłam sie do kapitana. Ale potem bardzo sie ucieszyli że jesteśmy razem. Tolerują to że to ukrywamy i rozumieją dlaczego to robimy. Moi rodzice są kochani wiedziałam ze na nich zawsze można liczyć. Kiedy wróciliśmy do ośrodka chciałam do was napisać tylko niestety wcześniej popsułam laptopa i nie miełam dostępu do internetu. Dopiero dzisiaj tata przywiózł mi nowego laptopa dlatego pisze. Wiecie miedzy mną i kapitanem sielanka dawno tak świetnie sie nie czułam. To jest człowiek dzieki któremu moje życie sie zmienia i ciesze sie z tego powodu. Jego rodzice nie przyjeli tego tak entuzjastycznie jak moi ale mam nadzieje ze z czasem mnie polubią. Jego mama widzi we mnie narkomanke ale wcale sie nie dziwie ja pewnie tez bym nie chciała zeby mój syn spotykał sie z narkomanką. Fakt juz nie biore ale dla niektórych zawsze bede ćpunkom. Mój piesek rośnie jak na drożdrzach kocham go bo dostłam go od faceta który jest teraz dla mnie całym światem. W ośrodku wszyscy o nas plotkują jeszcze jednak nikt nie powiedział w prost ze wie co sie dzieje. Boje sie że kapitan straci przez to prace nie chce niszczyć jego życia. Postanowiliśmy że zamieszkamy razem jak wyjde z ośrodka. On ma swoje mieszkanie ale pomyśleliśmy ze je sprzedamy i kupimy wieksze, nawet poprosiłam rodziców żeby pożyczyli mi kase. Oni cieszą sie moim szczesciem i ccą żebym ułożyła sobie życie. Kapitan cały czas żartuje jest szcześliwy to widać mam nadzieje ze ten czar nie pryśnie bo to jet to co daje mi radość. |
|
Komentarzy:
19
|